O muzyce, emocjach i marzeniach. Rozmowa z Roksaną Ostojską
Tuż przed sobotnimi występami na żywo w programie "The Voice of Poland" porozmawialiśmy z Roksaną Ostojską, wokalistką pochodzącą z Wodzisławia Śląskiego. Opowiedziała nam o swoich muzycznych początkach, emocjach przed wejściem na scenę, planach na przyszłość i wsparciu, które dodaje jej sił, by spełniać marzenia.
Miasto: Czy pamiętasz moment, w którym po raz pierwszy poczułaś, że scena to Twoje miejsce? Że właśnie to chcesz robić w życiu?
Roksana: Szczerze mówiąc, nie pamiętam konkretnego momentu, w którym poczułam, że scena to moje miejsce. Myślę, że to przyszło bardzo naturalnie. Od najmłodszych lat nie miałam problemu z występowaniem przed rodziną czy znajomymi. Mama wspomina, że w domu nieustannie coś tworzyłam. Wymyślałam własne piosenki, choć często trudno było zrozumieć, o co w nich chodzi. Jedna z nich nosiła tytuł "Budunina". Do dziś nie wiem, co miałam wtedy na myśli. Później trafiłam do szkoły muzycznej, gdzie scena stała się codziennością. Brałam udział m.in. w koncertach, konkursach fletowych. To środowisko zawsze było dla mnie czymś naturalnym. Nie potrafię więc wskazać jednej chwili, w której poczułam, że chcę to robić. Po prostu zawsze to wiedziałam. Miałam jedynie krótki moment zawahania w gimnazjum, gdy przez chwilę myślałam o architekturze. Po kilku miesiącach wróciłam jednak do muzyki. To był tylko ślepy zaułek, który ostatecznie utwierdził mnie w przekonaniu, że muzyka to moja droga.
M: Jakie emocje towarzyszą Ci tuż przed wejściem na scenę?
Roksana: To bardzo różne emocje. Wszystko zależy od okazji, przy której śpiewam. Na przykład podczas Festiwalu w Jarocinie, gdzie czułam ogromną ekscytację i przypływ adrenaliny, taką pozytywną energię, która dosłownie pchała mnie na scenę. Nie było tam ani odrobiny stresu, tylko radość i poczucie, że spełniam marzenie, występując na tak dużej scenie. Podobnie było na scenie „The Voice of Poland”. Tam też czułam ekscytację i adrenalinę, ale tym razem doszedł stres. To specyficzna sytuacja, kiedy trenerzy są odwróceni tyłem i nie widzą ani mnie, ani całej scenicznej otoczki. To trochę dziwne uczucie, inne niż na zwykłym koncercie. Dwa występy, pozornie podobne, a jednak tak różne przez to jedno dodatkowe uczucie. Każdy z nich miał dla mnie ogromne znaczenie i był wyjątkowy.
M: Masz coś, co zawsze robisz tuż przed występem, taki Twój mały rytuał?
Roksana: Nie mam jednego, powtarzalnego rytuału. To raczej chwila skupienia i wyciszenia przed występem. Ostatnio nauczyłam się prostych ćwiczeń oddechowych, które pomagają uspokoić ciało i myśli. Staram się z nich korzystać, żeby złapać równowagę, rozluźnić się i powiedzieć sobie coś dobrego. Uwierzyć, że jestem dokładnie tam, gdzie powinnam być, i że wszystko pójdzie dobrze. To daje mi spokój i pozytywną energię przed każdym koncertem.
M: Czy jest jakaś piosenka, która zawsze Cię wzrusza, niezależnie od tego, ile razy ją słyszysz? Dlaczego to właśnie ta piosenka?
Roksana: Nie wiem, czy mam taką piosenkę typowo wzruszającą, bo jestem raczej fanką groove’u, czyli utworów, które dają mi radość, ekscytację i dobre wibracje. Ale jest jedna, która zawsze wywołuje we mnie dreszcze. "Bohemian Rhapsody" zespołu Queen. To utwór pełen emocji i różnorodności, potężny w swojej dynamice i ekspresji. Głos Freddiego jest nie do podrobienia. Za każdym razem, gdy go słucham, mam ciarki i czuję ogromny przypływ energii.
M: Co jest dla Ciebie trudniejsze: krytyka trenerów, własna samokrytyka, komentarze internautów? A może już nauczyłaś się, żeby nic Cię nie wytrącało z równowagi?
Roksana: Wydaje mi się, że najtrudniejsza jest dla mnie własna samokrytyka. Jeśli chodzi o trenerów, to są osoby z branży, więc każdą ich uwagę traktuję jako cenną wskazówkę. Analizuję je i staram się wyciągać wnioski, by rozwijać się i robić to, co kocham, jeszcze lepiej. Komentarze internautów przyjmuję z dystansem. Za te pozytywne jestem bardzo wdzięczna, bo dodają mi energii i motywują do działania. Negatywnych nie czytam, szkoda na to czasu, wolę skupić się na muzyce i iść do przodu. Najwięcej emocji budzi we mnie właśnie ta wewnętrzna samokrytyka. Mam w sobie trochę perfekcjonizmu, stety lub niestety. Po ważnych występach lubię przeanalizować, co poszło dobrze, a co mogłabym poprawić. Czasem nakładam na siebie zbyt dużą presję, ale uczę się podchodzić do tego spokojniej. Z każdej sytuacji wyciągam coś dobrego i wracam do równowagi z jeszcze większą motywacją.
M: "The Voice of Poland" to piękny rozdział w Twojej karierze. Co chciałabyś, żeby wydarzyło się po nim? Jak widzisz swoją muzyczną drogę dalej?
Roksana: A niech się dzieje wola nieba (śmiech). Fajnie, gdyby udział w programie zaowocował nowymi współpracami, może nawet kontraktem z wytwórnią i nagraniem własnej płyty. Marzę też o tym, żeby ruszyć w trasę koncertową, zimą po klubach, a latem po festiwalach. To moje największe artystyczne spełnienie. Cały czas do tego dążę i mam nadzieję, że "The Voice" pomoże mi dołożyć do tego swoją cegiełkę.
M: Wodzisław Śląski to miejsce, z którego ruszyłaś w muzyczną drogę. Co chciałabyś powiedzieć ludziom stąd, którzy dziś Ci kibicują?
Roksana: Wodzisław Śląski zawsze będzie moim ukochanym miastem. Miejscem, od którego wszystko się zaczęło. To naprawdę niesamowite, ilu ludzi przyczyniło się do tego, że dziś mogę robić to, co kocham. Spotkałam na swojej drodze wiele wspierających osób, które dawały mi szansę, by stanąć na scenie i rozwijać się muzycznie. Jestem ogromnie wdzięczna każdemu, kto w jakikolwiek sposób mnie wspierał. Wysyłam wszystkim ciepłe uściski i podziękowania za dobre słowo, za obecność i wiarę we mnie. Mam nadzieję, że będziecie ze mną również w najbliższą sobotę, przed telewizorami, z dobrymi
myślami i pozytywną energią, w głosowaniu. Razem spełniamy te marzenia. Dziękuję.
M: Powodzenia! Trzymamy za Ciebie kciuki i mocno kibicujemy.
Roksana: Dziękuję z całego serca.

