Logo Miasto Wodzisław Śląski

Fotografuje największe gwiazdy, współtworzy lokalną kulturę. Rozmowa z Agnieszką Trzeciok

kobieta z wiankiem na głowie, wykonuje zdjęcie
fot. Agnieszka Maciejewska

 

Fotografuje koncerty największych gwiazd polskiej sceny muzycznej, jej zdjęcia trafiają na oficjalne materiały promocyjne artystów, a na co dzień współtworzy życie kulturalne Wodzisławia Śląskiego. Agnieszka Trzeciok - instruktorka impresariatu Wodzisławskiego Centrum Kultury od lat stoi tam, gdzie dzieje się coś ważnego: tuż przy scenie, wśród świateł, emocji i dźwięków. O tym, jak wygląda praca za kulisami wydarzeń kulturalnych, co decyduje o „tym jednym” kadrze i jak zmienia się lokalna scen, rozmawiamy z osobą, która najlepiej wie, że najważniejsze dzieje się w ułamku sekundy.


Redakcja: Od lat fotografujesz koncerty i wydarzenia kulturalne. Pamiętasz moment, w którym po raz pierwszy poczułaś, że fotografia koncertowa to właśnie „to”?

Agnieszka Trzeciok: To nie był jeden konkretny moment, raczej długotrwały proces dojrzewania do tej świadomości. Aparat towarzyszył mi właściwie od zawsze, choć na początku zupełnie intuicyjnie, bez planu. Fotografowałam wszystko: ludzi, ulice, naturę. Te zdjęcia trafiały gdzieś do szuflad, na płyty, właściwie tylko dla mnie. Przełom przyszedł w 2022 roku, podczas dwóch koncertów w Wodzisławskim Centrum Kultury. Pierwszy to występ Krzysztofa Zalewskiego w ramach projektu MTV Unplugged z udziałem Katarzyny Kurzawskiej, byłej wokalistki zespołu SOFA. Po publikacji zdjęć artystka napisała do mnie wiadomość, dziękując za uchwycenie uśmiechu, który, jak podkreśliła, odziedziczyła 
po mamie. W tej krótkiej wymianie było coś więcej - przypomnienie, że warto mieć odwagę 
i konsekwentnie iść w stronę własnych marzeń. Drugim ważnym momentem był koncert Korteza. Jedno z moich zdjęć zostało wykorzystane jako główna grafika promująca jego letnią trasę. To był wyraźny sygnał, że to, co robię, zaczyna rezonować szerzej. Właśnie wtedy zrozumiałam, że chcę łapać ten ułamek sekundy, który znika natychmiast po tym, jak się wydarzy. To poczucie bycia w samym środku „tego”, a jednocześnie możliwość opowiedzenia tej historii po swojemu. Nie ograniczam się do jednej dziedziny. Fotografia nigdy nie była dla mnie zamkniętą formą. Najbliżej mi do wydarzeń, bo to tam pulsuje autentyczne, niepozowane życie, ale to właśnie koncerty nauczyły mnie instynktu, zaufania do własnego oka i wyczuwania momentu. Rok 2022 był dla mnie punktem granicznym. To wtedy po raz pierwszy pomyślałam: „tak, to jest to”.

Red. Masz na koncie zdjęcia z koncertów wielu znanych artystów m.in. Vito Bambino w Spodku, Tabu podczas finału WOŚP, Anity Lipnickiej czy Natalii Kukulskiej. Które z tych wydarzeń było dla Ciebie najbardziej wyjątkowe i dlaczego? 

AT: Rzeczywiście miałam ogromne szczęście uczestniczyć w wielu ciekawych projektach. Praca w Wodzisławskim Centrum Kultury uchyliła mi drzwi do dużych scen, a ja raczej nie mam w zwyczaju długo stać w progu. Cavatina Hall, Opera Wrocławska, Spodek czy Błonie PGE Narodowego wchodzę tam z zachwytem, ale też ze świadomością, że nie byłoby mnie tam bez ludzi, którzy dostrzegli we mnie potencjał i pasję. Bez względu na to, kto pojawia się na scenie czy to Natalia Szroeder, Miuosh, Natalia Kukulska, zespół Tabu czy Vito Bambino za każdym razem towarzyszy mi ta sama mieszanka emocji: wyczekiwanie, pokora i podekscytowanie. To trochę jak moment tuż przed naciśnięciem migawki, niby cisza, a jednak wszystko już się dzieje. Które wydarzenie pamiętam najbardziej? Paradoksalnie nie te największe, ale te, w których udało mi się „zatrzymać chwilę” na tyle prawdziwie, że artysta chciał zabrać ją ze sobą dalej. Wtedy zdjęcie przestaje być tylko dokumentacją i zaczyna żyć własnym życiem.

Tak było chociażby w przypadku koncertu Natalii Kukulskiej. Moje fotografie zostały wykorzystane w grafice promującej jej letnią trasę i pojawiły się w dwóch programach telewizyjnych. Zdjęcie Anity Lipnickiej trafiło… na jej urodzinowy tort, co do dziś wydaje 
mi się jedną z bardziej surrealistycznych form publikacji. Z kolei kadry z Natalią Szroeder zasiliły jej oficjalny press pack, podobnie jak zdjęcia zespołu Tabu. I chyba właśnie 
te momenty są dla mnie najważniejsze, kiedy fotografia przestaje należeć tylko do mnie 
i zaczyna swoją własną podróż, czasem w zupełnie nieprzewidywalnym kierunku.

Red. Fotografia koncertowa wymaga refleksu i wyczucia chwili. Na co najbardziej zwracasz uwagę, kiedy próbujesz uchwycić „ten jeden" idealny kadr ze sceny?

AT: To nigdy nie jest jeden kadr. Fotograf z koncertu wychodzi z setką potencjalnie idealnych ujęć. Każda sekunda jest inna: zmienia się światło, mimika artysty, reakcja publiczności. Trzeba wyczuć wszystkie te elementy jednocześnie, dlatego fotografowanie to nie jest czynność, tylko stan skupienia. Moment, w którym rzeczywistość przestaje być oczywista, a zaczyna być materiałem. Światło nie jest już tylko światłem, staje się kierunkiem, fakturą, decyzją. Czas nie płynie, zatrzymuje się w ułamkach sekund, które można uchwycić. Fotograf nie tyle patrzy, co filtruje. Nie widzi ludzi - widzi linie, kontrasty, napięcia. Nie rejestruje chwili, w pewnym sensie „negocjuje” z nią. Robienie zdjęć to trochę taka „kradzież”, zabierasz fragment świata i mówisz: to jest ważne. A co decyduje o wartości kadru? Emocja. Jeśli patrząc na zdjęcie, coś czujemy - smutek, radość, nostalgię, chwilę refleksji, to znaczy, że fotograf „zrobił robotę”. I to jest też moje marzenie, robić zdjęcia, które niosą emocje i zostawiają odbiorcę „z czymś”.

Red. Dokumentujesz życie kulturalne Wodzisławia Śląskiego od wielu lat. Jak Twoim zdaniem zmieniła się lokalna scena kulturalna w tym czasie?

AT: W Wodzisławskim Centrum Kultury pracuję „od zawsze” (śmiech). Przynajmniej takie mam wrażenie. Trzynaście lat w impresariacie daje naprawdę szeroką perspektywę. Zmiany są ogromne. Dziś kulturę w Wodzisławiu Śląskim można opisać trzema słowami: mnogość, jakość i różnorodność. Oferta jest znacznie bogatsza, ale też bardziej świadomie tworzona. Zmienił się również odbiorca, jest bardziej wymagający i ma sprecyzowane oczekiwania. To naturalnie wpływa na sposób organizowania wydarzeń. Z prostego koncertu coraz częściej powstaje pełnoprawne widowisko, a festyn rodzinny zmienia się w wielowymiarowy event, w którym każdy może znaleźć coś dla siebie. To wymaga nie tylko większej organizacji, ale też myślenia o kulturze jak o doświadczeniu, a nie tylko pojedynczym wydarzeniu. Wodzisławskie Centrum Kultury co roku organizuje setki okazji do spotkań - od koncertów, spektakli i warsztatów po seanse kinowe. Nieustannie reaguje na zmieniające się trendy i potrzeby publiczności, ale jednocześnie stara się zachować równowagę między tym, co nowe, a tym, co sprawdzone i wartościowe. Z mojej perspektywy, także jako fotografa widać jeszcze jedną zmianę. Kultura stała się bliższa ludziom. Jest bardziej dostępna, bardziej „tu i teraz”, a jednocześnie coraz lepiej dokumentowana i zapamiętywana. I to jest chyba jedna z najciekawszych przemian ostatnich lat.

Red. Łączysz pracę organizacyjną w WCK z pasją do fotografii. Które wydarzenia organizowane przez WCK są Ci szczególnie bliskie - jako instruktorce impresariatu i jako fotografce?

AT: Jako instruktorka impresariatu jestem najbliżej wydarzeń o charakterze komercyjnym. To one wymagają największej koordynacji i dbałości o detale. Poza nimi szczególnie bliskie są mi też wydarzenia plenerowe: Dni Miasta, ARA!Fest, Najcieplejsze Miejsce Na Ziemi, Wodzisławska Noc Świętojańska, Wodzisławskie BaLatino czy eventy w klimacie PRL. Każde z nich jest dopracowane, ma swój charakter, spójny branding i własną publiczność. Dla fotografa to ogromna wartość: różnorodność światła, scenografii, dynamiki i emocji daje nieograniczone możliwości opowiadania obrazem. Dużo radości dają mi też wydarzenia dla dzieci. To jeden z najbardziej autentycznych tematów w fotografii. Dzieci nie pozują, nie udają, reagują naturalnie, to właśnie w tych momentach, kiedy emocje wymykają się spod kontroli powstają najpiękniejsze kadry. Zawsze czekam z aparatem gotowym do uchwycenia tego ułamka sekundy, w którym dzieje się coś prawdziwego. W tym kontekście szczególnie ważny jest dla mnie Amatorski Ruch Artystyczny, który w dużej mierze tworzą dzieci i młodzież. Fotografuję młodych ludzi nie tylko podczas występów, ale też prób, premier i przygotowań. Obserwowanie ich rozwoju i dokumentowanie tego procesu daje mi ogromną satysfakcję, zarówno jako instruktorce, jak i fotografce.

Red. Fotografujesz zarówno wielkie widowiska, jak i kameralne koncerty. W którym z tych światów czujesz się bardziej „u siebie" i dlaczego?

AT: Wielkie widowiska mają w sobie coś z teatru: spektakularną scenografię, precyzyjnie zaprogramowane światło, energię tłumu. Tam fotograf nie tylko dokumentuje, ale też uczestniczy w wydarzeniu. Należy reagować szybko, myśleć szerokim kadrem, łapać momenty, które są jednocześnie efemeryczne i spektakularne. Z kolei kameralne koncerty to zupełnie inna rozmowa - bardziej szept niż manifest. Tu wszystko dzieje się bliżej: emocje są mniej wystylizowane, światło bywa kapryśne, a cisza między dźwiękami 
ma niemal taką samą wagę jak same dźwięki. Fotografowanie w takich warunkach wymaga uważności, cierpliwości i wyczucia. Prawda jest taka, że czuję się „u siebie” w obu tych światach. Każdy z nich karmi inną część mojej wrażliwości. To właśnie ta różnorodność sprawia, że fotografia koncertowa jeszcze mnie nie nudzi, bo niezależnie od skali, zawsze chodzi o to samo - uchwycić chwilę, która za sekundę już nie istnieje. I chyba najważniejsze jest to, że w tym wszystkim zawsze chodzi o człowieka. Jestem bardzo wdzięczna za ludzi, którzy są obok mnie, wspierają, kibicują i wierzą we mnie. Rodzina, przyjaciele, bez nich ta droga wyglądałaby zupełnie inaczej.


Dziękujemy za rozmowę. Życzymy wielu kolejnych wyjątkowych kadrów, nieustającej wrażliwości oraz tego, by każda kolejna „złapana chwila” prowadziła do jeszcze piękniejszych historii.

 

powrót do kategorii
Poprzedni Następny

Pozostałe
aktualności