UWAGA: Bieżące informacje i zalecenia nt. koronawirusa

Z przekonaniem stawiają na naturę

Blisko cztery miesiące delektowali się dobrociami natury na Lubelszczyźnie. Wkrótce kusić będą zapachami „Olejków z Wodzisława Śląskiego”. Mają ogromną wiedzę i pasję, co przekłada się na jakość oferowanych przez nich produktów. Monika i Paweł Piaseccy, bo o nich mowa, dzięki destylacji roślin rozpieszczają zmysły wodzisławian.

Choć oboje nie są rodowitymi wodzisławianami, to właśnie to miasto wybrali na przestrzeń do realizacji swoich zawodowych aspiracji i pasji. Barwne, różnorodne, ale przede wszystkim ujmujące zapachem zawieszki, znamienite olejki eteryczne czy maceraty mają swoich amatorów wśród mieszkańców naszego miasta i, rzecz jasna, nie tylko. Ale prawdą jest, że na tętniącym życiem i cieszącym się ogromnym zainteresowaniem „Wodzisławskim Ekobazarze” o produkty pochodzące wprost z ich destylarni nieustannie dopytują się stali klienci. Z łatwością pozyskiwani są też nowi. – Monika prowadzi „agresywną” sprzedaż, w dobrym znaczeniu tego słowa. Wychodzi do klienta, chętnie wdaje się w dyskusję na temat naszych produktów. Po prostu, jest otwarta na drugiego człowieka i tym zyskuje sobie sympatię osób zainteresowanych naszą ofertą – zaznacza Paweł Piasecki, który, śmiało można powiedzieć, stoi za tą rodzinną, zapachową rewolucją. – W Wodzisławiu Śląskim są dobre warunki. Spodobało nam się tutaj. To jeden z cieplejszych regionów Polski, co też w sposób naturalny wpłynęło na naszą decyzję, by związać się z tym miastem i regionem. O wyborze miejsca do zamieszkania zadecydowała pasja. Żona jest z Tychów, a ja mieszkałem we Francji a potem w Stanach Zjednoczonych. Do Polski przyjechałem dla niej – dodaje.

Niespodzianka od losu

Jak to nierzadko bywa, wszystko zaczęło się z przypadku. Odpowiedni człowiek na właściwym miejscu znalazł się w życiu Pawła nieoczekiwanie. – Będąc we Francji od dłuższego czasu nieskutecznie poszukiwałem pracy. Właściwie już straciłem wiarę, że w końcu ją znajdę. Byłem zdesperowany. „Na stopa” udało mi się zatrzymać samochód, w którym, jak się okazało, za kierownicą siedział mistrz ze znajdującej się niedaleko destylarni, Patrick Pronnier. Zaoferował mi pracę. Początkowo na tydzień, w roli swojego pomocnika. Zostałem na pięć lat – opowiada Paweł Piasecki. Szybko okazało się, że do wymagającej cierpliwości, intuicji i zaangażowania pracy Paweł ma nie lada predyspozycje. Po tygodniu udało mu się zdobyć w pełni zaufanie właścicieli firmy, samodzielnie zaczął wykonywać destylacje rożnych roślin. Bo choć w Prowansji szczególnymi względami darzy się lawendy, firma, do której trafił, specjalizowała się w wytwarzaniu olejków z kilkudziesięciu roślin. Sumując, miał dobrego nauczyciela i ogromne możliwości do zdobywania wiedzy praktycznej. I te dary od losu zmyślnie wykorzystał. – W firmie Andre Rouviere, w której pracowałem, mieliśmy swoje pola, ale i zaopatrywaliśmy się w rośliny olejkodajne u okolicznych mieszkańców. Przeprowadzałem kilkaset destylacji miesięcznie, w tym m.in. lawendy, szałwii, tymianku, cyprysów, wrzosów, chabrów, przy czym każda roślina miała swoją specyfikę i wymagała odpowiedniego traktowania. Destylowanie roślin to zawód, którego można nauczyć się wyłączenie przez praktykę. Nie ma specjalistycznych szkół. Są to umiejętności nabyte, to też ciężka praca fizyczna. Zdarzało się, że sam robiłem po 15 destylacji dziennie, na dwóch, trzech destylatorach jednocześnie, w pełnym słońcu. Ciekawiło mnie to zajęcie, a zapachy wynagradzały włożony w pracę wysiłek. Nieskromnie, ale z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że jestem w tym fachu dobry! Jestem jednym z nielicznych, którzy potrafią destylować wszystkie rośliny dostępne w Europie. Wiem jak to robić, mam bogate doświadczenie. Nabyłem je w drodze eksperymentu. Mam praktyczną, ogromną wiedzę, na której chcemy oprzeć dalszą naszą działalność. To całkowita nisza, w której całkiem nieźle się odnajdujemy – akcentuje. Na świat aromatów, bogactwa natury trudno pozostać obojętnym zwłaszcza, gdy można je połączyć z twórczym zamiłowaniem. Nie trwało to długo, by Monika w pasji męża odnalazła także miejsce dla siebie. – Z wykształcenia jestem prawnikiem. Pracowałam w systemie korporacyjnym, w finansach. Stwierdziłam, że czas na zmiany. Mąż zaraził mnie pasją do zapachów, olejków i do Prowansji – wspomina Monika Piasecka. – Chciałam na własne oczy przekonać się, na czym polega praca w destylarni, więc w 2012 roku pojechaliśmy do Prowansji, dokładnie tam, gdzie pracował Paweł. Byłam zauroczona tym miejscem i możliwościami, jakie przypisane były tej profesji – wspomina. – Dałam się wciągnąć w hobby męża, ale też odnalazłam w nim niszę dla siebie. Znalazłam rzecz, która mnie szczególnie interesuje. O ile destylacja jest zdecydowanie działką Pawła, o tyle ja skupiłam się na rękodziele. Tworzę zawieszki o różnych nutach zapachowych i rożnym zastosowaniu. Lubię łączyć zapachy i eksperymentować. Efekty bywają zaskakujące, ale i zadowalające. To są zawieszki dekoracyjne, z przeznaczeniem do garderoby, szafy, samochodu, do wszelkich wnętrz. Ostatnio pokusiłam się o większe formaty i wykonuję swoiste, pełne aromatów obrazy. Robię też maceraty, czyli naturalne oleje na przykład z dziurawca, który wpływa na poprawę naszego zdrowia, a nie tylko ładnie pachnie i wygląda. W przyszłym roku zaczynamy produkcję ekologicznych kosmetyków dla psów – wymienia z zadowoleniem Monika Piasecka.

Dobrodziejstwa natury

Czyste i ekologiczne, własnoręcznie zbierane w lesie, na łąkach bądź pozyskiwane od zaufanych osób – dokładnie takie są rośliny, które właściciele wodzisławskiej Destylarni Olejków Eterycznych wykorzystują w produkcji. Większość pozyskują w naszym regionie, ale nie tylko. Ostatnio cztery miesiące spędzili na Lubelszczyźnie. Jak podkreślają, poniekąd były to „ekowakacje”, bo w zaplanowaną podróż zabrali ze sobą dzieci, które podczas tej wyprawy całkiem nieźle się bawiły. – Lubelszczyzna to wspaniały region. Powietrze jest dobre, bardzo dużo producentów ziół. Mieliśmy pole do popisu! Destylowaliśmy m.in. sosnę, świerk, różę, lawendę i te produkty będziemy wprowadzać do naszej sprzedaży – zaznacza Paweł Piasecki. Warto wiedzieć, że pasjonaci z Wodzisławia Śląskiego, zajmują się destylacją rzemieślniczą. A ta zdecydowanie różni się od destylacji przemysłowej, która na przykład, przez wzgląd na ekonomię, dąży do maksymalnego zminimalizowania czasu destylacji. – W związku z tym destylatory przemysłowe są bardzo duże, mają po 10, 20 tysięcy litrów pojemności, gdzie wchodzi po kilka ton roślin naraz. Żeby je przedestylować, trzeba je wpierw skompresować, poddać obróbce pod bardzo dużym ciśnieniem, co ma niekorzystny wpływ na rośliny i powoduje, że wytrącają się z nich bardzo cenne składniki. Dla porównania dodam, że destylacja rzemieślnicza odbywa się pod ciśnieniem poniżej jednego bara i generalnie, jest to proces dużo wolniejszy, wymagającego właściwego przygotowania roślin. Żeby temat zobrazować, do destylacji przemysłowej rumianku potrzeba ok. 4,5 godziny, a do rzemieślniczej – 9 do 13 godzin. I z tej drugiej uzyskuje się lepszej jakości produkty – podkreśla. W tym procesie każdy krok ma znaczenie. Potrzeba precyzji i cierpliwości. Doświadczenie jest bezcenne. Trzeba wiedzieć, kiedy dodać, a kiedy ująć ogień, by nie przepalić materiału. To trochę tak, jak w produkcji sera czy wina, trzeba wiedzieć kiedy proces przerwać, i jak do niego podejść. Najlepiej z oddaniem, wiedzą i sercem. – Lawenda jest łatwa do destylacji, ma dużo olejku, dzieli się nim szybko. Z kolei inne rośliny dzielą się swym dobrodziejstwem po 17 czy 30 godzinach. Są takie – jak na przykład irysy – które do destylacji przygotowuje się przez kilka lat. Olejek irysowy może kosztować nawet pół miliona złotych za kilogram. Tych szczegółów, które w całym procesie odgrywają kluczową rolę, jest naprawdę sporo. Piszę książkę o technice destylacji rzemieślniczej. Będzie to rzecz podana w lekkiej formule i w przyjazny sposób tak, by każdy, kogo ten temat interesuje, mógł się z nim zmierzyć i mu podołać – mówi Paweł Piasecki.

Biznes z misją

Wspaniałe receptury, sprzyjająca aura, wytrwałość i wiele celów, które chce się osiągnąć, napędzają wodzisławian do działania. Chcą ofertę dostosować do oczekiwań klientów, tworzyć produkty dostępne, ale wysokiej jakości i poprzez nie zachęcić innych do kontaktu z naturą. – Jest to dla mnie priorytet, ale i satysfakcja. Lubię kontakt z ludźmi. Dzięki pasji poznaliśmy wielu wspaniałych rękodzielników. Wciąż wzbogacamy swoją wiedzę i rozwijamy się. A to pozwala nam snuć konkretne plany na przyszłość. Najbliższy cel jest taki, by w przyszłym roku mieć linię około 30 olejków, które możemy produkować w Polsce, korzystając z dobroci natury, jakie mamy pod ręką. Opierając się na lokalnych roślinach – mówi z radością Monika Piasecka. – Zobaczymy, jak ten zamysł będzie się rozwijać. Może w przyszłości namówimy kilku rolników, by zamiast rzepaku zasiali kwiaty i zioła. Na skalę, która będzie opłacalna dla wszystkich – dodaje.

Co więcej, pasjonaci rozpoczynają pracę nad kolejnym pokazowym destylatorem, który docelowo ma mieć 500 litrów pojemności. Pierwszy kocioł już jest w Wodzisławiu Śląskim. Czemu ma to służyć? Ma to być punkt główny nowej siedziby, w której z założenia odbywać się będą tematyczne warsztaty. – Każdego dnia będzie można zobaczyć destylację na trzech destylatorach. Oczywiście, nie zdradzimy wszystkich tajemnic zawodu, ale częścią wiedzy chcemy się podzielić z innymi. Wszystko po to, by mieli świadomość tego, w jakich warunkach powstaje produkt, który mogą od nas zakupić. Powstanie przestrzeń do „degustacji” olejków oraz miejsce do profesjonalnej inhalacji olejkami eterycznymi oraz suszarnia ziół i pracownia – zaznaczają. – Już niedługo zarejestrujemy markę „Olejki z Wodzisławia Śląskiego”. To nasz pierwszy krok w kierunku zmiany spojrzenia na miasto i region, kojarzonych ze złymi zapachami i smogiem – zapewnia Paweł Piasecki. – Może kiedyś powstanie SPA na naszych naturalnych produktach. Mamy pasję! I chęci do działania. Wiemy, że taki biznes ma rację bytu i zainteresowanie nim jest duże. Możliwość skorzystania z pokazów i warsztatów destylacji, choć dopiero w zarysie, już budzi zainteresowanie. Dodam, że będą to zajęcia adresowane także do szkół. To są plany, ale wierzymy, że bardzo realne – puentuje Paweł Piasecki.

Rozmawiała Magdalena Szymańska 

źródło: Gazeta Wodzisławska