#tworzyMYwodzisław z jubilatami: Róża i Piotr Lechowscy

To była miłość od pierwszego wrażenia. I, jak się okazało – silne uczucie, które połączyło Różę i Piotra Lechowskich i pozwoliło im spędzić wspólnie 60 lat życia. Z okazji diamentowych godów życzenia jubilatom złożyli Wojciech Mitko, sekretarz miasta i Mirosława Meisel, kierownik Urzędu Stanu Cywilnego.

– Poznaliśmy się dzięki mojemu bratu, na jego urodzinach. Pracował razem z moim przyszłym mężem – wspomina jubilatka. – Zwróciłam na niego uwagę, bo był bardzo przystojny, miał wtedy dwadzieścia pięć lat, a ja siedemnaście – dodaje.

Sakramentalne tak para powiedziała sobie 25 lutego 1957 roku. Wspominają, że w dniu ślubu było śnieżnie i mroźno. Wspólnie doczekali się dwóch córek i syna, czwórki wnuków oraz czwórki prawnuków. Pan Piotr urodził się pod Rzeszowem, od 13 roku życia wychowywał się bez rodziców. Szybko musiał usamodzielnić się. Pracował między innymi w fabryce tkackiej, na kolei, a później na kopalni w Chwałowicach. Pani Różna ze swoim ojcem straciła kontakt na skutek wojny, gdy miała cztery latka. Jej wychowaniem zajmowała się mama. – Dbała o nas, jak tylko mogła. Gdy zachorowała, odwdzięczyłam się jej tym samym – wspomina jubilatka.

Po wyjściu za mąż pani Róża całą swoją uwagę koncentrowała na najbliższych, robiła wszystko, by pociechom niczego nie brakowało. Ostateczne decyzje dotyczące życia rodzinnego należały do niej. – Tata zawsze podkreślał, że jest głową rodziny, ale mam tą głową kręci. I tak rzeczywiście było – dodaje żartobliwie córka.

Małżonkowie zgodnie podkreślają, że najbliżsi dostarczają im wielu powodów do radości. – Mój prawnuczek Hubert jest moim najlepszym przyjacielem. Gdyby nie było jego i drugiego prawnuka Franka w domu byłoby za cicho – mówi z uśmiechem pan Piotr. Małżonkowie przez wiele lat mieszkali w Jankowicach. Obecnie ich domem stał się dom córki i zięcia, dzięki czemu na co dzień mogą liczyć na pełną miłości opiekę. – Często wspominam, jak dziadek budował statki z drewna i opowiadał nam bajki. Babcia z kolei rozpieszczała nas smakołykami w kuchni. Oboje zawsze mieli dla nasz czas, stąd też chętnie do dziadków przyjeżdżaliśmy – akcentuje wnuczka. Jak jest recepta na udane małżeństwo? – Życie to walka do samego końca, trzeba umieć wybaczać, dbać o najbliższych i cały czas pracować nad tym, by było dobrze. Starać się i nie zniechęcać zbyt szybko – puentuje jubilatka.

 

źródło: Gazeta Wodzisławska